nie wiem czy zauważyliście ale mamy 2010.
czyli że rok mniej złudzeń, rok starsza jestem, rok bliżej do śmierci i tego,
za kilka miechów się bronię.
maczugą nie, bynajmniej.

wychodzi na to że słowem, mówionym niestety.

coby tu jeszcze...
lakier mi zszedł z paznokci (czarny) i nie mam zmywacza.
chyba nie ściągnę jutro rękawiczek na uczelni.

Dużo się zdarzyło ostatnio.
Doszłam do wniosku, że zawsze pod koniec roku dzieje się najwięcej.
To tak jak ze sprawozdaniem finansowym, pod koniec roku obrachunkowego zawsze są jakieś cyrki.

no, ale koniec tego mędzenia, wspomnienia snują starzy ludzie, ja chyba jeszcze nie jestem na tyle stara żeby wspominać. No i uczelnia jutro i strasznie interesujące wykłady na uczelni, i jestem tak podekscytowana że chyba nie zasnę.

.
Name:

Komentarze: